Nie ma chyba relacji równie skomplikowanej, jak ta, pełnej miłości, ale i potrzeby kontroli, pięknej, ale często i toksycznej, obwarowanej masą przekonań, powinności, oczekiwań…

A jednocześnie jest to relacja fundamentalna dla naszego funkcjonowania w świecie, dla naszego poczucia bezpieczeństwa, dla poczucia, że zasługujemy na bezwarunkową miłość…

To, co było, jest rozdziałem zamkniętym. Nie możemy zmienić naszego dzieciństwa, cofnąć czasu, dostać od rodziców tego, czego nie dostaliśmy.

Ale jednak wiele możemy zrobić. Jeśli spróbujemy spojrzeć na nasze dzieciństwo, porzucając na chwilę zranione dziecko w sobie, odkładając na bok trudne emocje, możemy wiele zrozumieć. Jeśli nie zostaniemy na poziomie obwiniania rodziców, bo wtedy ciągle jesteśmy w roli dziecka, i – jako dorośli – potraktujemy przyjrzenie się pierwszym latom naszego życia jako szansę, zobaczymy schematy i programy, które rządzą nami do dziś.

Często oczywiście podświadomie, ale gdy takie programy zostają wyciągnięte na światło dzienne, ich siła od razu maleje. Już nie są nieświadome, my już wiemy, więc możemy coś z nimi zrobić.

Czasem do takiej pracy potrzebny jest ktoś, kto nam pomoże – terapeuta czy trener, ale dużo możemy zrobić też sami. Warunkiem jest całkowita szczerość wobec siebie, pozwolenie sobie na poczucie wszystkich trudnych emocji.

Warto więc przypomnieć sobie, pozwolić poczuć wszystkie trudne momenty, bo może się z tego wyłonić obraz relacji, które – może nie w sposób identyczny – ale jednak powielamy w dorosłym życiu. Dobry momentem do tego jest chwila tylko ze sobą, na spacerze, przy słuchaniu muzyki czy medytacja.

👉 czy czułaś, że musisz zasłużyć na miłość? Słyszałaś: „Bądź grzeczna, bo cię oddam”, „Ładnie narysowałaś, ale mogłabyś się bardziej postarać”, „Nie przeszkadzaj, nie mam czasu, daj mi spokój”, „Nie takiej córki chciałam”. Takie komunikaty, nawet nie zawsze werbalne (ale np. demonstrowane rozczarowanie dzieckiem), powodują często, że w dorosłym życiu czujemy się nie dość dobre, czujemy, że musimy się bardziej postarać, żeby ktoś nas zaakceptował, lubił czy kochał.
Bo co znaczy komunikat – bądź grzeczna? Znaczy dokładnie tyle – bądź taka jak mama chce. Porzuć swoją naturę, zachowania dziecka i najlepiej siedź cicho w kącie. Może przejaskrawiam, ale znam wiele kobiet, które do dziś siedzą cicho w kącie.

👉 czy często słyszałaś różne oceny – wyglądasz ładnie/nieładnie, masz grube nogi, kiepskie włosy? A Kasia to się lepiej uczy? Albo – jesteś taka leniwa/głupia/niemiła – że nikt cię nie zechce/ nie polubi albo nic w życiu nie osiągniesz? Co w dziecku powodują takie oceny? Ano to, że uczy się, że jego wartość zależy od ocen otoczenia, że to kto inny jest wyrocznią, decyduje, czy się do czegoś nadaje, czy jest ładne lub fajne. I znam kobiety, które potem pół dnia przeżywają, bo ktoś powiedział, że ma nieładną fryzurę albo że zachowała się w niewłaściwy (oczywiście dla kogoś) sposób.

👉 czy zdarzało się, że matka obrażała się, gdy nie spełniłaś jej oczekiwań, mówiła, że jesteś niedobrą, niewdzięczną córką, i ucinała kontakt? Nie odzywała się, strzelała focha? Widzisz związek z tym, że czujesz się totalnie odrzucona, gdy partner lub koleżanka z pracy się dąsa? Wiecznie się zastanawiasz, co zrobiłaś nie tak, szukasz w sobie winy, czujesz się podle? Bo dla dziecka foch matki to koniec świata, odcięcie kontaktu zaburza poczucie bezpieczeństwa, no bo jak poradzić sobie bez mamy? I my w dorosłym życiu robimy to samo, czujemy się zagubione, odrzucone, zamiast przyjąć, że dorosły człowiek sam odpowiada za swoje samopoczucie, a nie szuka winnych wokół.
Choćbyśmy nie wiem, jak się starały, nie uszczęśliwimy drugiego człowieka, nie zmienimy jego samopoczucia, jeśli on sam tego nie zechce. I w drugą stronę też to działa – możemy nie brać na siebie czyjegoś focha, nie szukać od razu winy w sobie. Najczęściej ta obraza jest związana z problemem drugiej osoby, a nie z nami. Ma zły humor, boli go brzuch, ma problemy albo jakikolwiek inny powód jest przyczyną. Nie daj sobie wmówić, że odpowiadasz za samopoczucie drugiego człowieka! Mimo że mama mówiła: „To przez ciebie płaczę!”

👉 czy mama wiedziała lepiej, czy Ci zimno/smutno albo, czy boli zdarte kolano? Czy bagatelizowała Twoje dziecięce rozpacze, mówiąc – „Nie przesadzaj, aż tak nie boli”, „Z takiego powodu ci smutno? Nie bądź śmieszna!” albo „Załóż sweter, bo ci zimno”, „Zjedz do końca, bo to za mało”. Uczymy się wtedy nie ufać swoim uczuciom, bo przecież mama wie lepiej jak się czuję. I jako dorosłe kobiety dalej bagatelizujemy sygnały z ciała – ból brzucha, ścisk w gardle.
Ktoś Cię źle potraktował – może przesadzam? Ktoś Cię próbuje przekonać do czegoś, czego wcale nie chcesz zrobić, ale podważasz siebie, bo może mój opór jest nieuzasadniony? Może to on ma racje? I tak podważamy swoje odczucia, intuicję, to co serce nam mówi, bo wszyscy są lepszymi ekspertami na nasz temat – jak mama.

👉 czy mama nigdy nie miała czasu dla Ciebie? Zawsze miała inne ważniejsze sprawy niż po prostu pobycie z Tobą, rozmowa czy robienie czego razem? Oczywiście nie chodzi o to, że miała być dostępna dla Ciebie 100% czasu, bo to nierealne, ale czy czułaś, że lubi z Tobą być, spędzać czas? Jeśli nie, to i dziś nie czujesz się zwykle dość ważna dla innych, dość fajna, żeby ktoś chciał z Tobą być, a gdy ktoś nie ma dla Ciebie czasu, odwołuje np. spotkanie, znowu pojawia się poczucie odrzucenia.

👉 czy gdy byłaś mała, miałaś poczucie, że nie możesz odetchnąć bez pozwolenia mamy? Czy musiała kontrolować każdy Twój krok, każdą znajomość, zabawę, stopnie w szkole i lekcje? A potem jak się ubrałaś i co dokładnie robiłaś, gdy Cię nie było w domu? Trudno się dziwić, że tak do tego przywykłaś, że ta kontrola wydaje Ci się normalna i teraz. Tylko wiesz, masz już trochę więcej lat…, a dalej dajesz się kontrolować, np. partnerowi, albo sama chcesz wszystko kontrolować.

👉 czy miałaś poczucie, że jesteś wielkim rozczarowaniem dla mamy? Dawała Ci to odczuć, słowem, spojrzeniem, tonem głosu? Nie dość ładna, zdolna, zgrabna, niefajni znajomi, nie dość ambitne książki, ciągle nie taka? I jeszcze „Kariera stała przede mną otworem, no ale ty się pojawiłaś…” ze smutkiem w głosie. No i właściwie to Ty cały czas jesteś sobą rozczarowana – partner nie taki, praca beznadziejna, bez zdolności w żadnej dziedzinie, za gruba, za chuda, za mało zabawna, no do kitu po prostu.
Może czas, abyś przyjęła, że decyzje mamy o urodzeniu dziecka czy rzuceniu pracy – były jej decyzjami i jej odpowiedzialnością. A jej rozczarowanie – było rozczarowaniem sobą, złością na jej własne życie, które nie okazało się bajką, bo ani pałacu, ani księcia, a i jej do księżniczki daleko… I przerzuciła to na Ciebie, bo sobie nie radziła. Nie usprawiedliwiam, lecz rozumiem, że taką wybrała strategię. Twoim zadaniem jest zostawić wreszcie te opinie i głosy w głowie, bo nie dość, że nieprawdziwe, to jeszcze nie Twoje, i zacząć budować w sobie zdrowe poczucie własnej wartości.

Takich mechanizmów jest pewnie jeszcze wiele (przy okazji mamy listę toksycznych, destrukcyjnych zachowań matek – dla tych z nas, które nimi są). Warto je sobie uświadamiać, bo zaczynamy wtedy lepiej rozumieć swoje reakcje, swoje dziecinne podejście czy zachowanie w różnych sytuacjach, nierealne oczekiwania wobec ludzi – teraz gdy jesteśmy już dorosłe. Bo takie wzorce mogą tkwić w nas całe życie. Przecież małe dziecko chłonie wszystko jak gąbka, nie ocenia czy to dobre, czy złe. To jest dla niego wzorzec bliskich relacji między ludźmi.

I nie chodzi o to, aby winić matkę czy rodziców (bo ojcowie też czasem są destrukcyjni, jednak ta relacja zazwyczaj nie jest aż tak emocjonalna i sklejona) o wszystko. Matka – tak jak Ty – nie dostała pełnej akceptacji, uwagi i bezwarunkowej miłości od swoich rodziców. I po prostu niosła to dalej. Ale Ty możesz to przerwać. Czytasz tę książkę, słuchasz wykładów w internecie, możesz uczestniczyć w warsztatach.

Twoja mama często nie miała takich możliwości, mało kto kiedyś mówił o szanowaniu uczuć dziecka. Wychowanie polegało wtedy raczej na tresowaniu bardziej – nie noś dziecka, bo je rozpuścisz, zostaw płaczące w łóżeczku, bo cię szantażuje… i tym podobne kwiatki.

Rozumiesz teraz, że najczęściej Twoja mama nie umiała inaczej? Że dawała to, co miała, w co ją wyposażono? Że może jest niedojrzałą emocjonalnie osobą, po prostu takim człowiekiem jak Ty – ze słabościami i wadami?

Nie będę tu pisać o patologii, o matkach (czy ojcach) alkoholiczkach czy matkach przemocowych, bo to już często temat na terapię. Wtedy te schematy destrukcyjne działają jeszcze silniej. Ale na pewno warto – jeśli jeszcze nic z tym nie zrobiłaś – żebyś to zobaczyła, zrozumiała, że to może bardzo wpływać na Twoje obecne życie w niszczący sposób. Nie oszukuj więc, że wszystko było w porządku, jeśli nie było.

 

Sprawy zamiecione pod dywan nie znikają, a gniją.

Ale… może czas dorosnąć?

Bo dopóki będziesz pełna złości na matkę, dopóki będziesz tkwiła w obwinianiu jej za swoje nieudane życie, dopóki będziesz chciała zasłużyć na jej miłość albo nie umiała postawić jej granic, dopóty – będziesz dzieckiem.

I to już Twoja decyzja, czy chcesz dorosnąć, być wolna i sama decydować o swoim życiu? Czy jesteś gotowa postawić się naprzeciwko matki, jako druga dorosła kobieta, która w pełni o sobie decyduje?

Bo znam dorosłe kobiety, które:

  • Nie umieją powiedzieć matce, że ma im nie sprzątać/zaglądać do szafek/szarogęsić się po domu.
  • Pozwalają na ciągłe krytyczne komentarze na temat ich życia, fryzury, strojów, znajomych, partnerów, miejsca na urlop.
  • Ciągle biorą odpowiedzialność za dobre samopoczucie matki, za jej życie i ciągle mają poczucie winy, że są nie dość dobrymi córkami, bo nie chcą każdej niedzieli spędzać u niej na obiedzie albo że nie dzwonią codziennie.
  • Ciągle biorą stronę matki, która atakuje ich partnera. Są cały czas bardziej związane z matką, niż czują, że tworzą swoją rodzinę. Wyłączmy z tego sytuację, gdy partner jest przemocowy lub uzależniony, a matka próbuje córką potrząsnąć – choć gdy ta nie chce tego zobaczyć, to na niewiele się to zda.
  • Pozwalają sobą manipulować, decydować za siebie, bo „ona wie lepiej, co dla Ciebie dobre”.
  • Ciągle walczą z matką. I jeśli wydaje Ci się, że jak walczysz, to znaczy, że jesteś dorosła, to rozczaruję Cię. Walka pokazuje, że ciągle nie jesteś siebie pewna, nie ufasz w pełni sobie. Jesteś na etapie dziecka, które się buntuje, tupie nogami i krzyczy, żeby przeforsować swoje zdanie. A dorosły po prostu spokojnie komunikuje swoje zdanie. Ten punkt jest bardzo mój – latami walczyłam i sądziłam, że to dowód mojej dojrzałości… Teraz nie walczę, tylko robię swoje, nie tłumacząc się.

Jeśli któreś z tych punktów są Ci bliskie, nie załamuj się.

To, że to widzisz, jest pierwszym krokiem do zmiany. Bo znam też takie kobiety, które tkwią w ewidentnie toksycznej relacji z matką, a mówią: My się po prostu kochamy z mamusią…

To, że się odnajdujesz w powyższych stwierdzeniach, może wskazywać na:

  • Nieodciętą pępowinę – masz toksyczną, nieopartą na zdrowych podstawach relację z matką.
  • Ciągle jesteś dzieckiem żebrzącym o jej miłość, próbujesz zasłużyć na dobre słowo, nie umiesz pożegnać wszystkich trudnych emocji związanych z dzieciństwem, albo czekasz na zadośćuczynienie za trudne dzieciństwo.
  • Wygodnie Ci stawiać się w pozycji ofiary, można wtedy zwalić na kogoś winę za swoje nieudane życie.
  • W ogóle nie umiesz stawiać granic w życiu i nie szanujesz siebie jako odrębnego człowieka. O stawianiu granic i szacunku dla samego siebie w rozdziale „Ja człowiek”.

I to jest najtrudniejszy moment… Bo gdy już zobaczysz pewne rzeczy, nazwiesz je i pogodzisz się, że tak to u Ciebie jest (podobnie jak u tysięcy innych kobiet) – będzie już tylko łatwiej.

Wiesz, jak brzmi jedno ze zdań, które wypowiadam na sesjach chyba najczęściej? „Masz 40, 50 lat, jak długo będziesz żyła tak, jak chce mama, stosowała się do tego, co kazała Ci robić 30, 40 lat wcześniej, i będziesz dawała się wpędzać w poczucie winy?”

Jeśli masz podobne podejście – mówię je teraz do Ciebie.