fbpx

Kiedyś tego nie widziałam, bo sama tak robiłam, ale od czasu gdy zwracam na to uwagę, mam wrażenie, że to jakaś plaga. Te wszystkie „Może jesteś głodny?”, „Weź czapkę”, „Kruszysz ciastkami” – to przed telewizorem, „ Nie szuraj kapciami”. I do kogo te słowa? Do małoletniego syneczka? Nie – to do naszego partnera, wybranego i jedynego, w którym kiedyś byłyśmy zakochane…

To przychodzi niepostrzeżenie, przecież się o niego troszczymy, to z miłości… I tak dzień po dniu nasz ukochany powoli zmienia się  w naszych oczach w najlepszym razie w synka, a w najgorszym – w fajtłapę, który nic nie umie sam zrobić, nieudacznika i pantoflarza. A my narzekamy, bo twierdzimy, że chcemy prawdziwego mężczyznę. Ale czy na pewno? Prawdziwy mężczyzna, cokolwiek to znaczy, szuka kobiety, a nie mamusi.

To jest chyba nasza plaga narodowa. Bierze się z mitu matki—Polki, z matkowania wszystkim wokół, byciu taką pomocną i opiekuńczą. Tylko, że o ile nasze dzieci tego potrzebują (a i to do czasu), to już mężczyznom i naszym związkom niestety dobrze to nie robi. Słowem – zachowujemy się często jak toksyczne mamusie nierozgarniętych syneczków.

Cała nasza uwaga – zamiast na siebie – skierowana jest na nich, a w dodatku jest to mega krytyczna uwaga, no bo przecież oni tacy niepozbierani i niedorobieni… na każdym kroku trzeba im pokazać, nie, nie tylko pokazać, ale udowodnić!, że nie mają racji, że są zapominalscy, nieobyci, nic nie umieją zrobić, no do kitu po prostu…

Nie jest moim zamiarem jakaś krucjata w obronie mężczyzn i potępienie kobiet. Wręcz przeciwnie, chciałabym, żeby to kobietom lepiej się żyło. I uważam, że nasze ograniczenia, to co powoduje, że nie czujemy się szczęśliwe i spełnione – wszystko jest głównie w naszych głowach. A jeśli jest w naszej głowie, to i w naszej gestii jest pozbycie się tego.

Dziewczyny – zajmijcie się więc sobą, budujcie swoje poczucie wartości, szukajcie tego, co Was uszczęśliwia, spożytkujcie lepiej energię, która idzie na karcenie i wychowywanie mężczyzn – na siebie. Zadowolona z siebie kobieta nie musi ciągle pouczać innych, bo jest wartością sama dla siebie, racją jej bytu nie jest opieka i nieustanne czuwanie nad wszystkimi wokół. Jest fajną matką i partnerką właśnie dlatego, że to nie jej jedyne życiowe role.

Jak już zajmiemy się sobą i zaczniemy wypełniać pustkę w sobie pochodzącą stąd, że nie wiemy kim jesteśmy, zaczniemy widzieć mężczyznę jak osobną, dorosłą jednostkę. Osobny byt, który jest w stanie o siebie zadbać (a tego akurat od mężczyzn możemy się uczyć) i wziąć odpowiedzialność za swoje życie, a także za zadania, którymi się dzielimy. Nie pamiętajmy za niego o jego sprawach, nie pouczajmy, nie wychowujmy, bo krzywdzimy wtedy siebie – stawiamy się w jednej roli – matki. Na pewno nie będzie to łatwe na początku, ale po jakimś czasie może znowu uda się spojrzeć na swojego mężczyznę jak na tego jedynego i wybranego, a on zobaczy w nas seksowną, spełnioną kobietę.